Być szefem dla siebie samego

Dlaczego porzucamy etaty w korporacjach, urzędach? Najczęściej są to ciepłe posadki, całkiem przyzwoite jak na dzisiejsze warunki pensje. Generalnie wydaje się, że więcej chcieć nie można, no i z drugiej strony trzeba szanować to, co się posiada. Nie mniej jednak sporo ludzi, zwłaszcza młodych mówi „dziękuję” takiemu wygodnemu życiu i postanawia założyć własną firmę. Ważna jest dla nich swoboda działania, możliwość realizacji swoich pomysłów, samodzielne decydowanie o sobie. Własny biznes to właśnie gwarantuje. Prowadzenie firmy to nie bułka z masłem. Zanim rzeczywiście zdecydujemy się rzucić etat, powinniśmy mieć już przygotowany cały, szczegółowy biznesplan. Jasno określone cele, rzetelna analiza rynku, niezbędne środki finansowe, a nawet plan awaryjny. Warto też zorientować się w możliwościach pozyskania pieniędzy na założenie i rozwój własnej działalności gospodarczej. Tak przygotowani zminimalizujemy ryzyko ewentualnej porażki. Musimy być przygotowani też na niemały przewrót w życiu. Własna działalność wymaga od nas pracy również na pełen etat lub dłużej, zwłaszcza w początkowej fazie. Musimy poznać zasady funkcjonowania firmy, nasze obowiązki względem urzędów, podstawowe przepisy prawne z zakresu prawa podatkowego oraz prawa pracy, jeśli zaczniemy zatrudniać z czasem pracowników. Sukcesy naszej firmy utwierdzą nas w przekonaniu, ż e warto było rzucić się na głęboką wodę.

Kryzysowe plusy i minusy

Część ekonomistów twierdzi, że kryzys to nie koniec świata. Załamania gospodarcze na skalę światową zdarzały się i zdarzać pewnie będą. Odpowiedzialni są za nie najczęściej ludzie, ich błędne decyzje nastawione na zysk za wszelka cenę z pominięciem ryzyka. Najogólniej rzecz ujmując takie podstawy ma obecna kryzysowa sytuacja w gospodarce wielu państw. Dobra passa zawsze musi się kiedyś skończyć. Wie o tym każdy kto prowadzi choćby mały biznes. Wprawdzie kryzys to wiele tragedii ludzkich, bankructw firm, problemów z pracą, utrzymaniem rodziny, spłatą zobowiązań. Nie mniej jednak są też nieco bardziej pozytywne strony. Spadają między innymi ceny nieruchomości. Jest to oczywiście negatywne zjawisko dla deweloperów, ale wręcz odwrotnie dla kupujących. Podobnie ma się rzecz z elektroniką, meblami, samochodami. Takich zakupów odmawiamy sobie w trudnych czasach, kiedy jesteśmy zmuszeni oszczędzać. Jednak jak na ironie losu artykuły te są w kryzysie najtańsze, ponieważ jedynie obniżka cen może przyciągnąć klientów. Pozytywnie koniec końców dla konsumentów są także perturbacje zachodzące wśród firm. Upadają te najsłabsze, być może gorzej zarządzane. Na rynku zostają najsilniejsi i najlepsi, przy czym robi się też miejsce na powstanie nowych firm. Wszelkie inicjatywy związane z rozwojem przedsiębiorczości są wspierane przez fundusze rządowe i unijne, co ma wpływ na ożywienie gospodarcze.

Umieć żyć z kryzysem

Przedsiębiorcy ciągle pomstują na sytuacje ekonomiczną i gospodarczą. Wydaje się, że trudności piętrzą się z każdej strony a widoki na poprawę sytuacji są póki co niewielkie. W sumie z kryzysem żyjemy już od kilku lat, dlatego tym bardziej oczekujemy momentu, kiedy nastąpi jego koniec. Jednak gospodarki najbardziej nawet rozwiniętych państw borykają się z ogromnymi problemami. Widmo recesji wciąż krąży nad kontynentem europejskim. W Polsce kryzys uderzył nie tylko w szeroko pojęty biznes, ale utrudnił życie także zwykłego obywatela. Na pierwszy ogień poszli ci, którzy mają kredyty hipoteczne w walucie obcej. Drastyczna wręcz zrobiła się sytuacja dla kredytobiorców zadłużonych w szwajcarskiej walucie. Inwestorzy rzucili się na pewne waluty, które dawały gwarancje tego, ze na tym się nie straci. Pierwsze miesiące kryzysu przyniosły wzrost kursu franka. Raty kredytów poszybowały w górę. Polacy poczuli się nabici w butelkę, zwłaszcza, że analitycy przekonywali, że kredyt we frankach to dobry wybór. Stopniowo kryzys przestał być problemem tylko kredytobiorców. Z miesiąca na miesiąc gospodarka zaczęła zwalniać, ponieważ banki w Polsce zgodnie z tendencją ogólnoświatową wstrzymały akcje kredytowania przedsiębiorstw. Rozpoczęły się zwolnienia pracowników we wszystkich branżach. Negatywne nastroje panują wśród właścicieli firm, którzy robią, co mogą by ocalić swój biznes przed upadkiem.

Tanie domy i bankructwa

Podstawą załamania się rynków finansowych i bankowych była bardzo liberalna wręcz nieostrożna polityka kredytowa prowadzona przez banki w Stanach Zjednoczonych. Każdy biznes oczywiście służy przede wszystkim zarabianiu pieniędzy. Jednakże, jeśli skupimy się tylko na pieniądzach i wskaźnikach, efekty, niestety te negatywne, mogą w pewnej chwili nas przerosnąć. Tymczasem banki dążąc do maksymalizacji zysków udzielały kredyty bardzo łatwo. Zwłaszcza, kredyty hipoteczne były łatwo przyznawane, bardzo często osobom, które zdolności kredytowej w rzeczywistości nie miały. Wskaźniki sprzedaży rosły. Jednak w krótkim okresie czasu wzrósł także odsetek, kredytów niespłacanych. Dodatkowo zaczęły gwałtownie spadać ceny nieruchomości. Banki zaczęły popadać w tarapaty. Części z nich nie udało się uratować przed bankructwem. Po tym jak kryzys rozlał się po amerykańskiej gospodarce pojawiły się społeczne głosy nawołujące do ukarania winnych, czyli bankierów, dla których liczył się tylko zysk. Gromy ciskano także w kierunku domów maklerskich, które nie zdołały przeprowadzić konkretnej analizy i wysnuć odpowiednich wniosków. Tymczasem był to dopiero wstęp do kryzysu. Banki, które sporo straciły na złych kredytach, wstrzymały kredytowanie przemysłu, a same przystąpiły do zwalniania pracowników, po to, by móc utrzymać się na powierzchni i nie upaść. Akcję kredytowania wstrzymały banki europejskie.

Co z tą Grecją

Najbardziej zapalnym punktem w Europie, jeśli chodzi o kryzys gospodarczy jest Grecja. Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że Grecja jest państwem członkowskim Unii i strefy euro. Ewentualne bankructwo, do którego nie doszło, tylko dzięki pomocy innych państw wspólnoty, mogłoby być katastrofalne w skutkach. Dlaczego kryzys z taka siłą wybuchł właśnie tam? Oczywiście gospodarka z dnia na dzień nie zwalnia i nie pojawia się recesja. Biznes nie zaczyna przynosić strat ot tak, bez przyczyny. Sytuacja, w jakiej znalazła się grecka gospodarka i społeczeństwo, to efekt niewłaściwie prowadzonej polityki fiskalnej, trwającej dłuższy okres czasu. Grecja zabiegała o przyjęcie do strefy euro. Aby było to możliwe, należało spełnić bardzo wyśrubowane warunki. Jednak, okazało się, że Grecja stosowała tak zwaną kreatywną księgowość, by te wymogi spełnić. Dopóki gospodarka światowa rozwijała się bez zarzutu, podobnie zachowywała się gospodarka grecka. Z tym, że Grecy zadłużali się na większe kwoty niż powinni. Pogorszenia koniunktury chyba w ogóle nie brali pod uwagę. Kiedy za oceanem miało miejsce prawdziwe finansowe trzęsienie ziemi, dług Grecji stał się na tyle wysoki, że jego obsługa stała się niemożliwa. Należało szybko reagować, by zapobiec bankructwu. Rząd grecki, pomimo masowych protestów społecznych wdraża kolejne programy oszczędnościowe, mające na celu zmniejszenie długu publicznego.

Pożegnanie z etatem

Tylko nielicznych stać na porzucenie etatu na rzecz rozpoczęcia własnej działalności gospodarczej. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Etat to może mniejsze pieniądze, ale i gwarancja bezpieczeństwa, stałego dochodu. Z kolei własny biznes to szansa na duże, a nawet przy odrobinie szczęścia na wielkie pieniądze, jednak za cenę życia prywatnego i zdrowia. Uzależnienie od sytuacji gospodarczej naszego jutra, dla części osób byłoby wprost nie do zniesienia. Żeby odważyć się rozkręcić własny biznes, trzeba mieć odpowiednią motywację. Pierwszym i największym argumentem są zawsze pieniądze. Z jednej strony obawiamy się samego startu firmy, potem bankructwa na skutek złych decyzji bądź ogólnoświatowego krachu. Musimy też chcieć zaskoczyć świat czymś nowym, świeżym. To może być gwarancją sukcesu. Jeśli mamy plan zawojować świat, trzeba umieć postawić wszystko na jedną kartę. Osoby zachowawcze w sowim działaniu prowadzą firmy, nierzadko bardzo dobrze prosperujące. Natomiast geniusze biznesu są wizjonerami idącymi zawsze o krok dalej niż reszta kolegów z danej branży. Skąd czerpać pomysły? Niektórzy współcześni milionerzy stoją na stanowisku, że z życia codziennego. To, czego nam brakuje, co można ulepszyć. Warto też zwrócić uwagę na własne pasje i zainteresowania. Czasami na tym można w umiejętny sposób zbić kapitał. Czasami to kwestia jednej chwili. Wystarczy tylko odważyć się zaryzykować.

Branże które kryzys omija

Sytuacja gospodarcza, która od kilku lat panuje na świecie sprawia, że z większym niepokojem podchodzimy do pomysłu założenia własnej firmy. Wydaje się, że właściciele firm nie mają spokojnego snu. Słyszmy w mediach o mniej lub bardziej spektakularnych bankructwach. Ci sami analitycy, którzy kilka lat temu zachęcali do brania kredytów hipotecznych we frankach dzisiaj, malują wciąż czarne scenariusze gospodarczej przyszłości kraju. Wszystkie wskaźniki mają tylko jeden kierunek, w dół. Wprawdzie zaufanie do analityków w trakcie kryzysu znacząco spadło to jednak niepokój towarzyszy nam cały czas. Rodzi się, więc pytanie czy istnieje biznes odporny na kryzys, pozwalający nam spokojnie spać, nie martwiąc się zmianą koniunktury na rynku. Otóż są branże, w których spowolnienie gospodarcze nie będzie dokuczliwe. Wystarczy przyjrzeć się trendom konsumenckim na rynku. Nasuwa się kilka pomysłów, na przykład ekologia. Zdrowa żywność zyskuje coraz większe rzesze zwolenników, zwłaszcza po coraz to nowych aferach żywnościowych. Po zdrowej żywności nasuwa się na myśl dbanie o kondycję fizyczną, czyli wszystko, co kryje się pod pojęciem fitness. Podążając dalej tropem zdrowia- sporo czasu spędzamy przed komputerami, w samochodach, czyli generalnie siedząc. W efekcie prędzej czy później zaczniemy mieć problemy ze zdrowiem. Już dzisiaj masażyści, fizjoterapeuci są na rynku wprost rozchwytywani.

Studenci stawiają na firmy

Większość młodych ludzi, jeszcze w trakcie studiów próbuje rozkręcić swój pierwszy biznes. W prowadzeniu swojej firmy nawet jednoosobowej widzą więcej korzyści niż w pracy na cudzy rachunek, chociażby w renomowanej firmie. Twierdzą, że nie dla nich osiem godzin w biurze i szef uprzykrzający życie. Prowadzenie firmy pozwala na elastyczne zarządzanie własnym czasem. Młode osoby najczęściej łatwiej i szybciej definiują potrzeby rynku, nierzadko niszowe. Przy uczelniach działają tak zwane inkubatory przedsiębiorczości, które pomagają osobom z dobrymi pomysłami zdobyć fundusze, założyć firmę od strony papierkowej, a potem pomogą w rozliczeniach typowo księgowych, podatkowych. Inicjatywa sama w sobie bardzo rozsądna i potrzebna, gdyż przedsiębiorczość trzeba wspierać jak tylko się da. Studenci mogą skorzystać z warsztatów, dzięki czemu będą wiedzieli jak założyć firmę krok po kroku, na co trzeba być przygotowanym działając w polskiej rzeczywistości, poznają podstawy zarządzania małym przedsiębiorstwem. Inkubatory przedsiębiorczości pomogą też rozreklamować firmę, udzielą porad prawnych. Zakładanie firmy z jego pomocą przynosi wiec wiele korzyści. Możliwe, że młodzieńczy zapał przekuje się dzięki temu w poważny biznes odnoszący sukcesy. Koniec końców jest to pobudzanie gospodarki, bardzo potrzebne zwłaszcza w obecnej, kryzysowej sytuacji. Tym większa satysfakcja, zbudować coś od zera.

Duże problemy małych firm

Małe i średnie firmy są podstawą gospodarki każdego państwa. To one zatrudniają dużą liczbę pracowników i wypracowują sporą część dochodu narodowego. Bardzo często są to firmy rodzinne. Są może ostrożniejsze w swoich działaniach rynkowych, ale dzięki temu, ze nie stawiając wszystkiego na jedną kartę wykazują większą stabilność. Nie mniej jednak, muszą się takie firmy borykać z wieloma trudnościami. Małe firmy mają na przykład trudności z pozyskiwaniem kapitału. Banki, zwłaszcza obecnie, w dobie kryzysu nie są skłonne do podpisywania umów kredytowych z takimi firmami. Ciężko, więc się modernizować, inwestować w nowoczesne sprzęty, zwiększyć moce przerobowe. Małe firmy, często rodzinne nie są dla banków zbyt bezpieczne. Wyjściem jest możliwość skorzystania z unijnych funduszów pomocowych. Wymaga to trochę zachodu. Musimy wykazać, w jakich kierunkach będzie rozwijał się nasz biznes, udowodnić, że jesteśmy na tyle operatywni, że dotacja rzeczywiście wpłynie pozytywnie na rozwój firmy, a najlepiej, jeśli przy tej okazji powstaną nowe miejsca pracy. Kolejny problem małych firm to zarządzanie. Właściciele tychże przedsiębiorstw często nie maja merytorycznego przygotowania z zakresu marketingu, zarządzania finansami. Nie korzystają z obliczeń dotyczących np. wysokości marzy, dzięki czemu mogliby prognozować przychody. Szkoda, bo wtedy firmy te mogłyby szybko i efektywnie się rozwijać.

Już nie wierzymy analitykom

W wyniku zawirowań w sektorze bankowym sprzed kilku lat, czego skutki odczuwamy po dzień dzisiejszy, stwierdzenie pewny jak w banku zużyło się bardzo mocno. Badania opinii publicznej wykazują, że kryzys przyniósł spadek zaufania wobec wszystkich instytucji finansowych i analityków gospodarczych. Ci ostatni obwiniani są za to, że nie potrafili w porę zauważyć i ostrzec przed zbliżającym się załamanie m gospodarczym. W ten sposób finansiści zapracowali sobie na niepochlebna opinię i dużo czasu jeszcze minie, zanim wskaźniki zaufania powędrują w górę. Wystarczy zerknąć na forum internetowe pod prognozą gospodarczą. Sytuacja nie jest dobra, ponieważ biznes zawsze posiłkuje się analizami rynkowymi, ocena aktualnej sytuacji, gospodarczymi trendami, prognozami giełdowymi i walutowymi. Jeśli nastąpi kryzys zaufania, trudniej jest podjąć decyzje w oparciu jedynie o własną wiedzę i intuicję. Negatywną opinie zyskały tez liczne agencje ratingowe. Ich oceny wiarygodności gospodarek poszczególnych państw same w sobie wiarygodne nie wydawały się na pierwszy rzut oka. Jednocześnie obniżenie ratingu pociągało za sobą jedynie negatywne konsekwencje, wprowadzając jeszcze większą panikę i zawirowania na światowych parkietach i rynkach. Oburzał fakt, że przed kryzysem agencje zatrudniające wybitnych specjalistów nie potrafiły oszacować ryzyka liberalnej polityki kredytowej prowadzonej przez banki.